niedziela, 9 grudnia 2018

Rok z muchą - weekend to weekend - lipiec 2018 rok.

Jak pamiętam, był to ostatni dzień miesiąca lipca. Jak zwykle, dysponując wolnym dniem, wybrałem się z muchówką nad swoją rzekę. W powietrzu nad puszczą wisiała burza a mój samochodowy termometr zatrzymał się na 30 stopniach Celsjusza. Tym razem z góry wiedziałem, że nie będzie lekko. Taka niepewna pogoda może nie jest najlepsza na ryby ale weekend to weekend, dla równowagi musiałem tam być.

















sobota, 8 grudnia 2018

Rok z muchą - jeszcze jeden udany dzień - lipiec 2018 rok

W piątkowy wieczór oglądam jakiś kiepski film choć cały czas jestem myślami gdzieś nad rzeką. Może jutro na klenie, a może krótki wypad nad Wieprz. Co prawda nad Wieprzem byłem już bardzo dawno ale jak sobie przypomnę ostatnie moje wędkowanie i towarzystwo niezliczonych kajaków to moje chęci spadają do zera. Jak zwykle przy takich dylematach wybór pada na jedną z najciekawszych rzek Roztocza. 

Sobota.
Za oknem jest  jeszcze ciemno. Dopijając kawę pakuję do plecaka kanapki i swoje wędkarskie szpargały. Przekręcam kluczyk w stacyjce auta i sprawdzam godzinę. Jest 2.30. Nad rzeką będę z nadejściem świtu. Trasa o tej porze jest prawie pusta. Po drodze jeszcze tankowanie. Przy okienku stacji CPN dwóch "wczorajszych" gości nie może dojść do ładu, bełkocząc coś szukają po kieszeniach. Z rozmów wynika, że brakuje im do jednego piwa. W końcu odchodzą z upragnionym łupem. Szybko płacę swoja należność i dalej w drogę. Po kilkunastu kilometrach skręcam z głównej trasy w wąski leśny dukt. Z tego miejsca mam do rzeki jeszcze około dwóch kilometrów wolnej jazdy po wyboistym terenie.

Wysiadam z samochodu, orzeźwia mnie eteryczny, chłodny powiew lasu pomieszany z zapachem łąkowych ziół. Między starymi jodłami i drzewami sosny przebijają się pierwsze promienie wschodzącego słońca, które zapowiadają pogodny dzień. Szybko wkładam wodery, muchowy kij wciskam pod pachę a na grzbiet kamizelkę, w której mieszczę cały swój muchowy dobytek. Zapalając papierosa wchodzę na znajomą ścieżkę, która prowadzi w górę rzeki. W połowie drogi, z daleka słyszę znajomy szum rzeki. Po chwili docieram na miejsce. Tu rzeka tworzy przełom przetaczając swój szybki nurt przez system wapiennych progów. Poniżej w dół, nurt odrobinę zwalnia tworząc niezliczone rynienki i brzegowe podmycia czy też za zalegającymi w korycie rzeki drzewami głębsze dołki. Jest to świetny odcinek, na którym dzisiejszego dnia jeszcze raz spróbuję swoich sił. Ostatnio tu łowiłem na suchą muchę. Jednak był to połów bez większych sukcesów. Owszem, złowiłem kilka lipieni i pstrągów ale wszystkie ryby były grubo poniżej moich oczekiwań. Przy tej czystej i niskiej wodzie dobrym rozwiązaniem będzie metoda coś w rodzaju długiej nimfy z dwiema niewielkimi muszkami. Rzeki Roztocza rządzą się swoimi prawami. Mówiąc krótko, na tej rzece w skali roku jest niewiele takich dni, w których można sensownie połowić, na przykład na suchą muchę.

Tak jak się spodziewałem,  przy obecnym stanie wody rzeka na pierwszy rzut oka wygląda jakby w niej nie było ryb. Jednak znam tę rzekę i wiem, że taki wniosek często może być mylny. Montując zestaw widzę ładnego lipienia , który co jakiś czas odrywa się od dna rzeki wyłapując coś z toni. To jest właśnie urok takich małych rzek. Mogę godzinami obserwować ryby i ich zachowanie. W pośpiechu ale z precyzją dowiązuję do przyponu  sprawdzone malutkie muszki. Prowadzącą jest imitacja małego domkowego chruścika a na skoczka dowiązuję niewielką imitację fioletowej jętki. Taki komplet nieraz uratował mnie przed zejściem z wody o przysłowiowym kiju. Tu mogę podpowiedzieć, mi się sprawdza, przy dobieraniu muszek warto czasem poszperać w dnie rzeki.  Jeszcze raz zerkam czy wcześniej widziany lipień jest w tym samym miejscu. Zestaw ląduje we wlewie dość głębokiej rynny, w której widzę żerującą rybę. Po krótkim spływie nimf, kątem oka rejestruję nagły zwrot ryby i w tym samym momencie czuję energiczne przytrzymanie. Jest pierwszy lipień i dobra zapowiedź na udany dzień.



















poniedziałek, 3 grudnia 2018

Rok z muchą - lipiec 2018

Jak sięgam pamięcią była połowa lipca. W południe odbieram telefon od przyjaciela. Słyszę w słuchawce -  jestem w twoich stronach. Mam warsztaty plastyków na Roztoczu, i jest okazja razem wyskoczyć gdzieś nad rzekę. Rozmowa nabiera tempa. Dawno się nie słyszeliśmy i jak zawsze mamy dużo wspólnych tematów. Po kilku minutach rozmowy podejmujemy decyzję - jedziemy połowić nad leśną rzekę. 

Rano, skoro świt jestem już na nogach. Po skromnym śniadaniu pijąc kawę układam plan na dzisiejszy wspólny wypad. Sprzęt ląduje w "Hance" i po trzydziestu minutach jestem w umówionym miejscu.  Piotr jest z synem. Serdeczne powitania przeplatają się z rozmowami na temat dzisiejszej wyprawy. Naszym celem będą lipienie z najładniejszej rzeki Roztocza. Pakuję sprzęt towarzyszy i w trójkę ruszamy na roztoczańską rzekę. Po drodze Piotr pokazuje mi swoje dzieło, "Strażnika", imponujących rozmiarów rzeźba twarzy brodatej postaci. Podczas jazdy towarzyszą nam rozmowy, które skracają czas i przebyte kilometry. Przekraczamy most i zjeżdżamy w znajomy leśny dukt, który prowadzi prosto w stronę rzeki. Na miejscu montujemy sprzęt i wskakujemy w wodery. Ja jeszcze dopijam z termosu kawę, a moi towarzysze znikają schodząc kamienną ścieżką. Dopalając  papierosa doganiam ich przy rzece. Moi goście stojąc nad brzegiem w milczeniu wpatrują się w rzekę. Po minach widzę , że  widok tego wyjątkowego miejsca zapiera im dech. Rozumiem to. Przez wiele lat powinienem przywyknąć do tego miejsca, jednak zawsze gdy tu jestem mam podobne odczucia.

Tego dnia rzeka była dla moich gości.